Przejdź do treści
Zielony elektron — dom, który przechodzi na prąd

Pompa ciepła a rachunek za prąd: skąd bierze się nowa kwota

Dlaczego zużycie po zmianie ogrzewania bywa wyższe od zapowiadanego, co naprawdę mówi współczynnik z karty technicznej, jak temperatura zasilania i grzałka elektryczna zmieniają wynik oraz jak porównać pierwszy sezon z poprzednim, żeby porównanie miało sens.

Rozczarowania po pierwszym sezonie z pompą ciepła mają zwykle jedną z czterech przyczyn i żadna z nich nie polega na tym, że urządzenie jest zepsute. Warto je znać wcześniej, bo trzy z czterech da się zaadresować jeszcze przed montażem.

Czym w ogóle jest ta liczba na rachunku

Pompa ciepła nie produkuje ciepła z prądu — przenosi je z powietrza, gruntu albo wody do wnętrza domu, a prąd zużywa na napęd sprężarki i pomp obiegowych. Dlatego dostarcza do budynku więcej energii cieplnej, niż pobiera energii elektrycznej. Stosunek jednego do drugiego, uśredniony przez cały sezon grzewczy, decyduje o tym, ile kilowatogodzin pojawi się na liczniku.

Rachunek na kartce jest prosty: zapotrzebowanie budynku na ciepło podzielone przez ten sezonowy współczynnik. Kłopot polega na tym, że obie wartości bywają przyjmowane w sposób, który nie ma pokrycia w konkretnym domu.

Przyczyna pierwsza: zapotrzebowanie budynku przyjęte z sufitu

To najczęstsze źródło rozbieżności i najmniej związane z samym urządzeniem. Jeżeli zapotrzebowanie na ciepło zostało oszacowane zgrubnie, cały dalszy rachunek dziedziczy ten błąd. Dom nieocieplony, dom po termomodernizacji częściowej i dom ze świeżą izolacją to trzy zupełnie różne liczby, których nie zastąpi żadna reguła kciuka.

Metody wyznaczania tej wartości opisuje strona Ile prądu zużyje dom. Najbardziej wiarygodne jest zestawienie dwóch niezależnych źródeł: zużycia dotychczasowego paliwa i dokumentacji budynku. Gdy rozjeżdżają się mocno, warto zapytać dlaczego, zanim cokolwiek zostanie zamówione.

Uwaga praktyczna: jeżeli dom był dotąd niedogrzewany albo część pomieszczeń stała zimna, dzisiejsze zużycie paliwa opisuje nie budynek, tylko przyzwyczajenia. Po zmianie źródła ciepła komfort zwykle rośnie, temperatura się wyrównuje i zużycie energii jest wyższe, niż wynikałoby z prostego przeliczenia. To nie wada pompy, tylko zmiana warunków porównania.

Przyczyna druga: współczynnik z katalogu, a nie z instalacji

Wartości podawane w kartach technicznych są wynikiem badań w określonych warunkach: przy ustalonej temperaturze powietrza zewnętrznego i ustalonej temperaturze wody w instalacji. Twoja instalacja pracuje inaczej niż stanowisko badawcze.

Największe znaczenie ma temperatura zasilania, czyli to, jak gorącą wodę musi przygotować pompa, żeby dom osiągnął zadaną temperaturę. Ogrzewanie podłogowe o dużej powierzchni wymiany wymaga wody wyraźnie chłodniejszej niż stare, wąsko dobrane grzejniki. Im wyżej trzeba podnieść temperaturę, tym więcej pracy wykonuje sprężarka i tym gorszy jest wynik sezonowy.

To dlatego zmiana ogrzewania bywa poprzedzona wymianą części grzejników na większe albo obniżeniem krzywej grzewczej. Nie chodzi o kaprys instalatora, tylko o punkt pracy urządzenia w konkretnym domu.

Przyczyna trzecia: grzałka, o której nikt nie mówi wcześniej

Powietrzne pompy ciepła współpracują zwykle z grzałką elektryczną, która wspiera pracę w najzimniejsze dni oraz przy podgrzewaniu wody do wyższych temperatur. Grzałka zamienia prąd na ciepło bez żadnego zysku z otoczenia, więc każda kilowatogodzina zużyta w tym trybie kosztuje wielokrotnie więcej ciepła niż ta sama kilowatogodzina wykorzystana przez sprężarkę.

Sam udział grzałki nie jest błędem — bywa świadomym rozwiązaniem, bo dobieranie urządzenia pod kilka najzimniejszych dni roku ma swoje wady. Błędem jest pomijanie jej w szacunku zużycia. Warto zapytać, w jakich sytuacjach grzałka będzie się załączać, czy sterownik ma na to ustawienia i czy w podsumowaniach pracy widać jej udział osobno.

Przyczyna czwarta: sterowanie ustawione raz i zapomniane

Pompa ciepła pracuje najlepiej, gdy grzeje długo i spokojnie. Częste załączanie i wyłączanie, wywołane zbyt małym obiegiem wody albo agresywną regulacją, obniża wynik sezonowy. Podobnie działają nocne obniżenia temperatury przeniesione wprost z przyzwyczajeń kotłowych: budynek trzeba potem dogrzać, a dogrzewanie odbywa się przy wyższej temperaturze zasilania.

Pierwszy sezon warto więc traktować jako czas ustawiania, a nie jako ostateczny werdykt. Krzywa grzewcza, temperatura ciepłej wody, godziny podgrzewania zasobnika i sposób pracy pomp obiegowych to parametry, które da się poprawiać.

Jak porównać pierwszy sezon z poprzednim, żeby porównanie miało sens

Zestawienie „przed” i „po” jest uczciwe tylko wtedy, gdy porównujesz to samo. Trzy poprawki są niezbędne.

Po pierwsze, pogoda. Dwa sezony grzewcze różnią się długością i ostrością zimy, więc surowe zużycie nie jest porównywalne. Jeżeli chcesz to zrobić rzetelnie, odnieś zużycie do miary surowości sezonu — takie dane publikują służby meteorologiczne i część opracowań branżowych.

Po drugie, komfort. Jeżeli temperatura w domu wzrosła albo ogrzewane są pomieszczenia dotąd chłodne, część wzrostu zużycia nie ma nic wspólnego z urządzeniem.

Po trzecie, granice pomiaru. Sprawdź, czy porównujesz samo ogrzewanie, czy ogrzewanie razem z ciepłą wodą, i czy w obu przypadkach tak samo. Wiele nieporozumień bierze się stąd, że kiedyś woda była grzana gazem, a dziś jest w rachunku za prąd.

Co z tego wynika przed decyzją

Trzy pytania warto zadać wcześniej, najlepiej na piśmie. Skąd wzięło się przyjęte zapotrzebowanie budynku na ciepło. Przy jakiej temperaturze zasilania instalacja ma pracować po zmianie i co trzeba zrobić, żeby ją osiągnąć. Jaki udział pracy przewidziano dla grzałki i w jakich warunkach.

Odpowiedzi na te trzy pytania mówią o przyszłym rachunku więcej niż jakakolwiek liczba w folderze. A gdy już je masz, przelicz je samodzielnie sposobem opisanym na stronie Ile prądu zużyje dom i sprawdź na stronie Moc przyłączeniowa, czy nowe urządzenie zmieści się w twoim limicie mocy razem z resztą domu.